Reklama
  • Środa, 27 stycznia (15:05)

    Odrobina zazdrości nie zaszkodzi

Wystarczyło 14 lat małżeństwa, by mąż przestał widzieć we mnie kobietę. W końcu jednak znalazłam sposób, by to zmienić...

Znów zapomniał! Wczoraj była rocznica naszego ślubu. I co? Wielkie nic! Ani buziaka, ani kwiatka. Nawet życzeń nie złożył. A ja tak czekałam…

Reklama

– A coś ty myślała? – przyjaciółka spojrzała na mnie z politowaniem. – Jesteście małżeństwem już 14 lat. Zabieganie o twoje względy to przeszłość. – Nie mogę się z tym pogodzić!– zaprotestowałam. – To jest dla bardzo ważne. Aśka tylko wzruszyła ramionami. – I co masz zamiar zrobić? – westchnęła. – Rozmawiać, obrazić się? To nie działa na facetów – dodała. Ale bliskość to dla mnie podstawa miłości. O czym mój Michał, niestety, zapomniał... – Dwa dni temu była nasza rocznica ślubu – szepnęłam późnym wieczorem, gdy dzieci zasnęły, a my byliśmy już w łóżku. – Naprawdę? Popatrz, zupełnie wyleciało mi z głowy – Michał podniósł wzrok znad komórki. – Wszystkiego najlepszego, kochanie – wymamrotał i... to by było na tyle. – Michałku, czy ty... mnie jeszcze kochasz? – spytałam szeptem. – A co? Stało się coś ?– spojrzał na mnie szczerze zdziwiony. – Nic. Tak tylko pytam… – westchnęłam i zrezygnowana odwróciłam się do ściany. Zrobiło mi się przykro. W oczach stanęły mi łzy, ale Michał był zbyt zajęty pstrykaniem w swojego smartfona, by to zauważyć...

Przypomniałam sobie pierwsze lata naszego małżeństwa. Było cudownie. Często się kochaliśmy, czułam się przy nim taka atrakcyjna, kobieca, najważniejsza pod słońcem. Fakt, nie mieliśmy jeszcze dzieci, tylu obowiązków, ale… Tak bardzo chciałam, by było jak dawniej. Miłość, namiętność, bliskość... co się z nimi stało?

Nie miałam żadnego pomysłu, co zrobić, by te cudowne czasy wróciły. – Mój Janusz jest o mnie taki zazdrosny... – następnego dnia w pracy słuchałam jednym uchem paplania młodszej koleżanki – Stale te pytania, a gdzie idziesz, a z kim... Strasznie mnie kocha, dlatego tak mnie męczy... – wetchnęła teatralnie, patrząc, czy zrobiła na mnie odpowiednie wrażenie. „Ola nie jest za mądra – pomyślałam wtedy.

– Ale zazdrość... To jest myśl...” Jakiś czas później wybraliśmy się z Michałem do kina na komedię romantyczną. On nie cierpi takich filmów. Poszliśmy nie dlatego, że chciał mi zrobić przyjemność. Po prostu jego siostra z mężem nie mogli. – Podobał ci się film? – spytałam po wyjściu z kina. – Co za głupoty! – wydął pogardliwie usta. – Co byś zrobił, gdyby mnie coś takiego spotkało? No wiesz, gdyby zjawił się przystojny, bogaty facet i chciał mnie uwieść… – drążyłam temat.

– Żartujesz? Ciebie? Aż przystanęłam. Dopiero wtedy mąż zorientował się, że palnął głupotę. – No, ty nie jesteś tego typu kobietą, – próbował ratować sytuację. Ale było już za późno. W milczeniu dotaraliśmy do domu. W nocy przyszedł mi do głowy pewien plan. Następnego dnia zadzwoniłam z pracy do męża:

– Szef poprosił, bym została dłużej. Wrócę później – powiedziałam. I wróciłam. Tyle że skończyłam pracę jak zwykle, żaden szef o nic mnie nie prosił. Pojechałam do galerii handlowej.

Na wyprzedaży kupiłam bluzkę z seksownie wyciętym dekoltem. Następnie skropiłam się męskimi perfumami w drogerii. Gdy weszłam do domu, Michał siedział przed telewizorem. Przeszłam obok niego na tyle blisko, aby poczuł zapach „innego mężczyzny”.

– Udało się spotkanie z szefem? – spytał zirytowany. – Bardzo – uśmiechnęłam się. I zaczęłam opowiadać, jaki mój pracodawca jest szarmancki, przystojny. Jak mnie chwalił za moje zaangażowanie. – Spodziewam się awansu i podwyżki – rzuciłam niby od niechcenia, ale z przyjemnością obserwowałam irytację Michała. – To wspaniale, że cię doceniają – syknął.

Od tej pory dbałam o to, by co jakiś czas zdarzały mi się jakieś „niezapowiedziane” wyjścia z szefem.. – Czy ten facet nie za dużo od ciebie wymaga? – zapytał niechętnie mąż któregoś dnia. – Karol? To znaczy szef? Nie, ale… widać bardzo mu zależy na naszej bliskiej współpracy. – Trochę za bardzo. I za bliska ta współpraca... Czy on cię czasem nie podrywa? – Michał w końcu okazał jawną zadrość, a ja musiałam ukryć uśmiech triumfu.

– Mnie? Żartujesz? – prychnęłam. – Przecież sam mówiłeś, że nie jestem tego typu kobietą… Michał odrócił się na pięcie, złapał swoją poduszkę z naszego łóżka i demonstracyjnie rzucił ją na kanapę w dużym pokoju. Po raz pierwszy od naszego ślubu zdecydował się spać osobno. Zrobiło mi się smutno, ale postanowiłam być konsekwentna. „Ne mam nic na sumieniu” – przekonywałam się w duchu. – Wychodzę do Aśki. Ma problemy w robocie – powiedziałam Michałowi następnego dnia wieczorem.

– Zaraz, zaraz – przytrzymał mnie za rękę – W takiej bluzce? Dla niej się tak stroisz? Udałam speszoną, ale nic mu nie tłumacząc, zniknęłam za drzwiami. – Głupio robisz. – pokręciła głową przyjaciółka. – Doprowadzisz do sytuacji, która może wymknąć się spod kontroli. Michał przestanie ci wierzyć.

Owszem, prowadziłam ryzykowną grę, ale nie zamierzałam zmienić planów. Tym bardziej że minęła niecała godzina od wyjścia z domu, gdy zadzwonił Michał. – Widzisz, to działa! – pokazałam Aśce komórkę. – Jeszcze parę dni temu do głowy by mu nie przyszło, by o mnie pomyśleć!

Nie odebrałam. A po dwóch godzinach zrobił to, na co czekałam. Zadzwonił do Aśki. – Już wyszła. Problem w pracy? Nie, chyba coś źle zrozumiałeś – przyjaciółka kłamała jak z nut. – Wiesz, nie powinnam ci mówić, ale uważam, że tak będzie lepiej dla was obojga... – dodała, udając zdenerwowanie. – Jutro Ewa umówiła się z kimś w restauracji „Pod Dębem”, tej za miastem...

Kiedy wróciłam do domu, Michał słowem się nie odezwał, ale wyglądał jak chmura gradowa. Obwieściłam mu tylko, że następnego dnia też wrócę późno. A poprzedniego wieczoru u Aśki uknułam intrygę. Pójdę do restauracji „Pod Dębem” seksownie ubrana. Oczywiście sama, bo przecież wszystkie te historie z szefem to mój wymysł. I będę czekać na… pełnego złości i buchającego zazdrością męża. Tak zrobiłam. Punkt 19. 00 usiadłam przy stoliku w rogu i czekałam. Niedługo. – Wszystko wiem! Gdzie on jest?! – do końca życia nie zapomnę miny mojego Michała, gdy wpadł do restauracji.

– O kim ty mówisz? – spytałam z miną niewiniątka. – Gdzie jest ten twój amant? – warczał Michał, rozglądając się podejrzliwie. – Tutaj! – wycelowałam w niego palcem i uśmiechnęłam się czule. Chwilę trwało, zanim zrozumiał. – Zaraz... czyli… Nie masz romansu, nie masz żadnego kochanka? – wybąkał. – Mam! – pocałowałam go. – Ciebie! Potem spędziliśmy najcudowniejszy od wielu lat wieczór, a potem noc. Warto było zaryzykować, by się przekonać, że Michał jest gotów walczyć o mnie, bo wciąż mnie kocha i to bardzo. Ja jego też!

Bella Relaks
Więcej na temat:Nie | d] | d\ | d' | d

Zobacz również

  • Możecie się różnić od siebie i mieć odmienne poglądy, ale w ważnych kwestiach – tak jak w sporcie – grajcie jednak do tej samej bramki. To jeden z sekretów udanego małżeństwa. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.