Reklama
  • Poniedziałek, 22 lutego 2016 (11:05)

    Ks. Krzysztof Grzejszczyk - założyciel szpitala dla złamanych serc

Gdy ksiądz zorientował się, że wiele małżeństw można uratować przed rozpadem, postanowił założyć miejsce, gdzie mogą się zastanowić nad życiem.

Reklama

Małżeństwo zawieramy na całe życie. kiedy pojawiają się kłopoty, wzajemne pretensje i rutyna, często brakuje parze sił na zwalczanie przeciwności. Wielkie uczucie znika. Czy można je uratować? Gdzie w tej sprawie pójść?

Niedaleko Warszawy, w Zalesiu Górnym, w uroczym parku krajobrazowym stoi budynek dawnej plebanii. Dziś mieści się w nim miejsce, gdzie nie leczy się nie ciała, lecz dusze. Został nazwany Szpitalikiem Małżeńskim. Założył go ksiądz Krzysztof Grzejszczyk, proboszcz tutejszej parafii św. Huberta.

– Bez miłości nie da się żyć, dlatego nie wolno jej pozwolić umrzeć. Zdecydowałem się stworzyć w tym miejscu przystań, dla wszystkich tych małżonków, którzy czują się zmęczeni codziennością. Którym brak nadziei na przywrócenie dawnej intensywności i świeżości ich relacji małżeńskiej – tłumaczy swoją decyzję ks. Krzysztof. Powołał placówkę, by „leczyć” sakramentalne małżeństwa. Nazwa wzbudziła wiele emocji. Współpracownicy dyskutowali, czy jest odpowiednia. Ale nie. Przecież leczy się tu złamane serca!

Ksiądz zna rodziny w swojej parafii i z tego co zaobserwował, konflikty w małżeństwie wcale nie oznaczają końca uczucia

– To codzienne obowiązki, praca, konsumpcjonizm i przemęczenie sprawiają, że bliskie sobie osoby nie dbają o miłość, szczerość i bliskość – tłumaczy. Dodaje, że odpoczynek, czas na refleksję, to najlepsze lekarstwo na sercowe kłopoty.

– Jako spowiednik wiem, jakie to trudne, by to zrobić. A przyznanie się do błędu czy słabości, szczególnie w małżeństwie, to wielki akt pokory – podkreśla ksiądz.

Gdy do placówki zadzwoni jedno z partnerów, drugie wkrótce dostaje telefon: czy też chce tu przyjechać? Przyjmowane są tylko te pary, w których obie strony mają dobrą wolę i chcą podjąć się pracy nad swoim związkiem.

Maksymalny pobyt w szpitaliku trwa tydzień. Tutaj małżonkowie mają uporządkować emocje, wyznaczyć sobie cele, powziąć postanowienia. – Jednak najbardziej istotne jest, by wzajemnie sobie przebaczyli. Wszystkie małżeństwa, które tutaj trafiają, staramy się na początku jak najlepiej zdiagnozować. Chcemy znaleźć i nazwać sprawców ich problemów – wyjaśnia ks. Krzysztof.

W Szpitaliku małżonkowie mieszkają w dwupokojowym apartamencie z wyposażeniem kuchennym przy Domu Rekolekcyjnym „Centrum Formacji Rodzin”. Widzą na drzwiach nazwiska patronów pokojów. Są nimi święci Ludwik i Zelia Martin, rodzice św. Teresy z Lisieux oraz bł. Luigi i Maria Quattrocchi, beatyfikowani przez Jana Pawła II. Przybywający tu nie mają ustalonych ściśle zajęć, planu dnia. Do ich dyspozycji są filmy, książki i życzliwi ludzie. Mogą liczyć na wsparcie innego, doświadczonego małżeństwa.

Małżeństwo bez problemów? Nie ma takiego – stwierdza Magdalena Kowalska, która wraz z mężem Grzegorzem zaangażowała się w pomoc tym, którzy przeżywają kryzys w związku

Kowalskim się udało, choć nie zawsze było łatwo. Dziś mają czwórkę dzieci. – Gdy zapraszamy małżonków ze szpitalika do siebie, czasem wystarczy rozmowa i gwar, jaki robią nasze pociechy. Zdarzyło się, ze mąż czy żona spoglądali na naszą rodzinę z tęsknotą i stwierdzali, że bardzo im brakuje tego rozgardiaszu – uśmiecha się pani Magdalena.

Wyjaśnia, że nie daje gotowych przepisów na dobry związek, bo każda para musi sama wypracować metodę na łagodzenie konfliktów. – Jednym wystarczy rozmowa, inni muszą się wyciszyć, albo zdystansować – opowiada. Nie ukrywa, że ona z mężem postawili od początku na pierwszym miejscu Boga. Uważa, że to dzięki odpowiednim priorytetom udało się im być dobrymi małżonkami i rodzicami.

– Każde małżeństwo to dwoje ludzi o różnych temperamentach, charakterze i oczekiwaniach. By im pomóc, ważne jest na przykład na ile są oboje dojrzali emocjonalnie, jaką mają osobowość, wiarę i determinację, by ocalić miłość – tłumaczy ks. Krzysztof. Pomocy w placówce szukają ludzie z całej Polski. Młodzi, starsi, o dłuższym lub krótkim stażu małżeństwa.

Stoją na krawędzi i często jedynym wyjściem wydaje się im rozstanie

Tak jak Annie i Michałowi z Warszawy. – Nie miałam pojęcia, co dalej robić. W naszym małżeństwie pojawiła się obojętność. Gdzieś zniknęły dawne uczucia.

Miałam przekonanie, że to koniec i czułam się z tym źle. Małżeństwo, to dla mnie sakrament, a coraz częściej miałam wrażenie, że się duszę. Zwłaszcza, że i Michał miał podobne uczucia i tego nie ukrywał. Wtedy koleżanka dała mi numer telefonu do szpitalika – wspomina. Pomogło.

Bo czasami wystarcza już sam pobyt tutaj, by małżonkowie oderwali się na chwilę od pracy, rodziny, tempa życia. Mają wtedy czas, by obejrzeć film, przeczytać artykuł. Potem o tym dyskutują, rozmawiają z księdzem. Modlą się razem, idą do spowiedzi.

– Z badań wynika, że ponad 90 procent osób rozwiedzionych, żyjących w nowych związkach, jest przekonanych, że gdyby mogło jeszcze raz przeżyć życie, nie zdecydowałaby się na rozwód. Jest też prostsza statystyka. Jedno uratowane małżeństwo, to o kilka zbolałych i skrzywdzonych istot mniej – mówi z wiarą ksiądz Krzysztof.

Informacje znajdują się na stronie www.swietarodzina.org, mail: szpitalik@swietarodzina.org

Dobry Tydzień
Więcej na temat:Krzysztof | Nie

Zobacz również

  • Mój mąż zachorował na raka. Na szczęście wykryto go szybko i teraz, po leczeniu, lekarze mówią, że jest dobrze. Wcześniej nasze życie nie było udane. Mąż popijał, nie interesował się domem i... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.